poniedziałek, 5 stycznia 2015

Rozdział 38

Kimberly
Noc. Ciemność. Cisza. Siedzę sama w pustej, zimnej piwnicy. Boję się, zimno mi. Wszędzie wokół tylko pustka, ciemność i cisza. Cisza, która staje się już irytująca. Nagle dźwięk. Dźwięk, który wywołuje u mnie jeszcze większy strach. Słysze kroki. Drzwi uchylają się, a do środka wpada jasne, drażniące moje oczy światło. Przenika przez nie jakaś postać. Postać mężczyzny. Wysokiego, dobrze zbudowanego chłopaka z postawionymi włosami. Podchodzi do mnie coraz bliżej i bliżej. Czuję zapach cudownych perfum zmieszany z zapachem papierosów. Wiem kto to. Zayn. Na jego widok mam motyle w brzuchu, ale jednocześnie czuję niepokój. Mój oddech gwałtownie przyśpiesza. On zbliża się coraz bardziej. Dzieli nas jedynie kilka centymetrów. Co teraz zrobi? Stoi i wpatruje się w moją twarz. Siada obok mnie. Nie wiem co zrobić. Siedzę tylko i patrzę w jego oczy. W te hipnotyzujące tęczówki. On zbliża swoją twarz do mojej. Czuję jego oddech. Nagle wpija się w moje usta. Robi to mocno i stanowczo. Podoba mi się. Pogłębia pocałunek, a ja odwzajemniam go z taka samą siłą. Czuję się wyjątkowo. Chcę żeby ta chwila trwała wiecznie. Nagle przestaje. Odrywa się ode mnie. Oblizuje seksownie usta. Bierze moją twarz w swoje dłonie. Patrzy głęboko w moje oczy.
-Kocham cię- te słowa wydobywają się z jego delikatnych ust.
Nie wiem co mam odpowiedzieć. Milczę. On powtarza te słowa jeszcze raz. I kolejny. Chcę odpowiedzieć mu to samo, ale nie mogę. Z moich ust nie wydobywa się żaden dźwięk. Zayn nadal powtarza te dwa piękne słowa "Kocham cię, kocham cię...". Jego głos staje się jednak coraz cichszy i przytłumiony. On również się oddala. Chcę go zatrzymać, ale nie mogę. Oddala się coraz bardziej. Zamyka drzwi. Znowu wszędzie panuje ten mrok, ta cisza. Wstaję. Podbiegam do drzwi. Jestem już blisko, jednak one ciągle się oddalają. Nie mogę ich dosięgnąć. W końcu udaje mi się. Otwieram je. Wychodzę. Nagle spadam gdzieś w dół. Lecę, lecę...
Obudziłam się cała mokra. Ciężko oddychałam. Byłam zdenerwowana. Co ten sen miał w ogóle znaczyć? Był okropny. Znaczy pod pewnym względem, a raczej pocałunek, podobał mi się, ale reszta była okropna. Co ja w ogóle mam w tej głowie?! Przez to ciągłe siedzenie tutaj już chyba na prawdę dzieje się ze mną coś złego. Wokół panowała tylko ciemność. Czyli pewnie jest środek nocy. Wstałam i podeszłam do włącznika światła, który znajdował się na ścianie obok drzwi. Już tak dobrze znam to pomieszczenie, że mogę się tutaj poruszać nawet w kompletnych ciemnościach. Zaświeciłam jednak światło bo czułam się wtedy jakoś tak "bezpieczniej". Zostało mi to pewnie jeszcze z czasów dzieciństwa. Wieczorem zawsze przed snem mama siadała na moim łóżku, włączała lampkę i czytała mi bajki. Szybko wtedy zasypiałam. Nie przeszkadzało mi nawet światło. Jejku jak ja strasznie za nią tęsknie. Za nią i za Rey'em. No w sumie za tatą też, ale bez przesady. Przecież to też trochę jego wina, że tutaj jestem. Gdyby tylko wtedy dał Rey'owi te pieniądze... Ahh szkoda, no ale już trudno. Pewnie tak miało być. Wróciłam na moje wcześniejsze miejsce. Położyłam się na ziemi i okryłam kocem. Było lato, więc nie narzekałam na chłód, jednak i tak na tej ziemi nie było zbyt przyjemnie. Zamknęłam oczy, żeby dalej zasnąć, jednak nic z tego. Gdy tylko je zamykałam od razu pojawiał się obraz Zayn z mojego snu. Próbowałam jakoś o tym zapomnieć myśląc o czymś innym. Ciekawe jak radzi sobie teraz Chris? Jest już pewnie w drodze na lotnisko. Zazdroszczę mu. Też chciałam kiedyś wyjechać do USA na studia. No ale teraz to chyba mogę o tym zapomnieć. Mam tylko nadzieję, że mimo wszystko jakoś poukłada sobie życie. Na prawdę go polubiłam i życzę mu jak najlepiej. Poleżałam jeszcze chwilę, aż w końcu odpłynęłam w krainę Morfeusza.
Obudził mnie jakiś dziwny hałas. Było to jakby... Głośnie pukanie w drzwi? Ta pukanie, raczej walenie. Co się dzieje? Co oni tutaj wyprawiają? Otworzyłam leniwie oczy i przesunęłam się do pozycji siedzącej. Ale zaraz, zaraz. Co to jest?! Pistolet?! Leży sobie tutaj obok mnie jak gdyby nigdy nic. Co oni znów wykombinowali? Dali mi pistolet? A może zostawili go tutaj przypadkiem. No nic nie będę się dalej zagłębiać w ten temat. Przeniosłam swój nadal zaspany wzrok na resztę pomieszczenia. Spencer?! Jak ja go dawno nie widziałam. Od razu ucieszyłam się na jego widok. Jednak było coś nie tak. To właśnie... On mnie obudził. Jego nerwowe ruchy mówiły same za siebie. Był naćpany. Co oni mu do cholery zrobili? Uzależnili go aż do takiego stanu?! Wygląda okropnie. Strasznie schudł, ma bladą cerę, a do tego jeszcze okropnie spuchnięte oczy. Oni są okrutni! Jak można tak zniszczyć człowieka? Nie byłam pewna co mam teraz zrobić. Podejść do niego? A może lepiej nie? Nie wiadomo jak zareaguje po tych wszystkich prochach. A co jeśli będzie jeszcze gorszy niż Zayn? O nie na to ja nie pozwolę. Muszę mu jakoś pomóc, jakoś go uspokoić.
-Spencer?- powiedziałam dość cicho.
On nawet nie zareagował. Nadal w całości skupiał się na swojej czynności. Walił w drzwi, co chwilę krzycząc, żeby go wypuścili i dali mu narkotyki. Było z nim na prawdę źle. Prochy go zaślepiły. To nie jest już ten sam człowiek, którego znam od kilku lat.
-Spencer, proszę cię przestań- powiedziałam nieco głośniej.
Tym razem usłyszał. Odwrócił się w moją stronę i patrzył na mnie. Miał wyraźnie powiększone źrenice i poranione ręce.
-Nie będziesz mi mówiła co mam robić kurwo!- wrzasnął do mnie. No identycznie jak Zayn.
-Jestem twoją przyjaciółką i martwię się o ciebie- powiedziałam i wstałam z miejsca. Spencer tylko zacisną pięści Bałam się, że mnie uderzy. Nie chciałam tego. Znaczyło by to wtedy, że mój dawny przyjaciel "zniknął"  i został tylko ćpun.
-Odwal się szmato!- wyzywał mnie, a mi robiło się coraz bardziej przykro. Czyli, że te wszystkie wspólne lata to nic. Nic dla niego nie znaczą? Nasza przyjaźń nic dla niego nie znaczy? Nie wiem już czy to przez ćpanie, czy na prawdę taki jest, bo ma mi za złe to, że jeszcze tutaj przebywa. W sumie ta druga opcja jest całkiem sensowna, bo przecież, to przeze mnie prawie się zabił i nie uciekł jak była okazja. Jestem beznadziejna. Wszystkie te problemy to moja wina. To ja zaufałam Zayn'owi, a nie powinnam.
-Nie mów tak, proszę- powiedziałam smutno i jedna łza spłynęła po moim policzku.
-Już ci mówiłem, nie rozkazuj mi!- ryknął i uderzył mnie otwartą dłonią w twarz.
Upadłam na ziemię, od razu potok łez wypłyną z moich oczu. To nie jest już ten człowiek, którego znałam. Teraz był agresywny i nieobliczalny.
-Masz coś jeszcze do powiedzenia?!- znów krzyknął.
-Przestań!- nie wytrzymałam i również wrzasnęłam. Szybko jednak tego pożałowałam. Jego oczy jakby zaszły mgłą i ściemniały. Podszedł do mnie i z całej siły kopnął mnie w brzuch.
-Zamknij ten pysk!- dodał jeszcze.
Nic już nie mówiłam. Bałam się go. Bałam się własnego przyjaciela. Kuźwa co się jeszcze wydarzy? Może to właśnie on, a nie Zayn mnie zabije co? Chyba już powoli zaczynam rozumieć dlaczego zostawili tutaj tą spluwę. Chcą żeby mnie wykończył. Albo, żebym to ja zabiła jego. W samoobronie oczywiście. Parszywe dupki. Ciekawa jestem czy Zayn o wszystkim wie. Może sam to wymyślił? Ale w sumie kiedy? Chris mówił, że od ponad tygodnia nie przychodzi tutaj. A właśnie ponad tydzień temu zabrali Spencera i to wszystko się zaczęło. Sama już nie wiem. Strasznie się teraz bałam. Wstałam ostrożnie i poszłam do "łazienki". Usiadłam na podłodze opierając się plecami o ścianę. Chciałam przeczekać całą tą agresję Spencera. Ale on nie przestawał krzyczeć ani walić w te cholerne drzwi. Jeszcze nigdy nie widziałam ani nie słyszałam go w takim stanie. Zawsze był miły, spokojny, taki kochany, a teraz... Zmienił się nie do poznania, prochy go zmieniły. Nagle wszystkie dźwięki ucichły. Nie było słychać wrzasków ani przekleństw. Może się uspokoił? Albo zmęczył? Może zrozumiał, że nie może tak postępować? W głębi duszy miałam nadzieję, że tak się stało.
-Gdzie jesteś Kimberly?- zawołam dziwnie spokojnym i miłym głosem.
Nie wiedziałam czy on tak na prawdę czy tylko udaje. Postanowiłam jednak nic się nie odzywać. Podciągnęłam kolana pod brodę i czekałam. Czekałam na to, co się miało stać za chwilę.
-O tu się chowasz! Odpowiada się, gdy ktoś zadaje pytanie! Rodzice cię nie nauczyli?!- wrzasnął, a ja patrzyłam na niego ze strachem. Był nieprzewidywalny. Nikt nie byłby teraz pewien co zrobi. Mimo, że był to mój przyjaciel, okropnie się go bałam. Ruszył w moim kierunku co spowodowało, że aż się wzdrygnęłam. Miałam ochotę stąd uciec, ale nie miałam jak. Spencer mocno chwycił mnie za ramię i podniósł do góry. Stałam teraz na nogach i wpatrywałam się w jego oczy. Nie były jednak to te same, które znałam. Były znacznie ciemniejsze, źrenice były wyraźnie powiększone i można było wyczytać z nich jedynie złość. Niewytłumaczalną, ogromną złość na wszystko co go otaczało. Również na mnie.
-Chodź, teraz się zabawimy- oznajmił i wyciągnął mnie z łazienki. Nie wiedziałam o co mu chodzi. Nagle powiedział to bez żadnej złości, tylko tak normalnie. Odwrócił mnie w taki sposób, że trzymał moje ramiona, uniemożliwiając mi jakikolwiek ruch. Przyparł mnie swoim ciałem do ściany i zaczął obmacywać.
-Nie Spencer! Puść mnie! Ja nie chcę!- krzyczałam i szarpałam się.
-Nie obchodzi mnie co ty chcesz, a czego nie. Liczy się to, że już dawno nie ruchałem i muszę to nadrobić. Tu i teraz!- objaśnił i zaczął ściągać moją bluzkę. Utrudniałam mu to jak tylko mogłam. Szarpałam się z nim i wyrywałam. Był nieco osłabiony więc w końcu mi się udało. Uderzyłam go otwartą dłonią w policzek i odskoczyłam w bok. Wyraźnie go zdenerwowałam tym rucham. Zaczął się do mnie zbliżać. Nie wiedziałam co mam robić i co myśleć. Przed chwilą próbował mnie przecież zgwałcić. Musiałam się jakoś ratować. On był przecież zdolny do wszystkiego. Bałam się. Przypomniałam sobie o broni. Strach tak bardzo przesłonił mi trzeźwe myślenie, że podbiegłam do pistoletu i wzięłam go do ręki. Pierwszy raz trzymałam coś takiego. Ręce mi się trzęsły. Wycelowałam jednak w stronę Spencera. Nie chciałam w niego strzelać. Chciałam go tylko trochę przestraszyć, żeby nic mi nie zrobił.
-Odsuń się Spencer, nie chcę tego zrobić, ale jak mnie zmusisz to... - powiedziałam pewnym siebie tonem. Chłopak znieruchomiał z wrażenia. Zatrzymał się w pół kroku i nie mógł uwierzyć w to co się dzieje.
-Chyba nie chcesz zabić swojego przyjaciela- powiedział podstępnie.
-Zmieniłeś się. Mój przyjaciel nigdy by się tak nie zachowywał- powiedziałam stanowczo.
-Przepraszam cię, nie chciałem cię skrzywdzić- wymamrotał smutno.
Opuściłam broń z nadzieją, że mówi prawdę. Popatrzyłam na niego przepraszającym wzrokiem i nie wiedziałam co mam teraz powiedzieć.
-Nie chciałam cię zabić. Tylko proszę cię uspokój się- wydukałam w końcu.
Już chciałam odkładać broń, kiedy Spencer ruszył na mnie i uderzył mnie z całej siły.
-Co ty sobie myślałaś dziwko! Chciałaś mnie zabić!- krzyczał, kiedy próbował wyrwać mi spluwę. Nie pozwoliłam mu jednak na to. Odpychałam go od siebie jak tylko mogłam. Nie mogłam pozwolić na to, żeby broń wpadła w jego ręce. Wtedy to już na pewno by mnie zabił. W całej tej szarpaninie pistolet odbezpieczył się i wystrzelił.

                                                                                                                                               

Jak się wam podobał 38 rozdział? :)
A teraz ważna informacja!!
Nasz konkurs został odwołany, ponieważ praktycznie nikt się do niego nie zgłosił :( Postanowiłyśmy jednak wyróżnić Wiktorię Czerner ponieważ bardzo się zaangażowała i zasługuje, by to docenić :D
CZYTASZ=SKOMENTUJ






29 komentarzy:

  1. Zaskakujecie mnie coraz bardziej, ale spokojnie pozytywnie. :)
    Nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy i jestem bardzo ciekawa co nastąpi. Czekam na nn i powodzenia. Dużo weny. Uwielbiam i kocham to opowiadanie... Ooo rozpisałam się. :* podziwiam i do następnego Kochane <3
    Mrs. Malik

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam nadzieję, że Kim nic nie będzie. Czekam na kolejny <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Boze ja juz sie boje co sie bedzie dzialo. Glupi Zayn. Kocham to opowiadanie. Pisz dalej czika ;*

    OdpowiedzUsuń
  4. Boze genialny rozdzial mam nadzeje ze kim nic nie bedzie czekam na nastepny rozdzial .

    OdpowiedzUsuń
  5. Kurcze, ale się dzieje... To naprawdę okropne co zrobili Spencer'owi przecież normalnie nigdy by się tak nie zachował i pomyśleć, że to wszystko przez zazdrość i głupie wyobrażenia Zayn'a :( A było już tak pięknie... Mam nadzieję, że nic nie stało się Kim, chociaż z drugiej strony, gdyby to ona została postrzelona (nie mocno oczywiście) to może Zayn'a w końcu coś by ruszyło, może otrząsnąłby się i zrozumiał co wyprawia i co w 100% czuje do Kim. Sama nie wiem...
    Jestem strasznie ciekawa jak to wszystko dalej się potoczy i już nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału :) Życzę Wam dużo weny.
    Buziaki i do następnego :*
    Doma

    OdpowiedzUsuń
  6. Dzięki za wyróżnienie :*
    O boże! w takim momencie?!Zajebistyyyy
    Czekam na next :*!!

    OdpowiedzUsuń
  7. Rozdział świetny :-)
    Teraz z jeszcze większą niecierpliwością czekam na następny :-)

    OdpowiedzUsuń
  8. ej ale jak to koniec rozdziału ?
    musisz kończyć w tym momencie ?
    no nieeeeeee :(
    ale i tak czekam na next :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Szybko dodaj kolejny bo umrę z niecierpliwości :):):):)

    OdpowiedzUsuń
  10. Zarombisty rozdzial :) czekam na nastepny. Loffki foreverki <3

    OdpowiedzUsuń
  11. What ? Mam nadzieje ze nie postrzelila siebie

    OdpowiedzUsuń
  12. Kocham prosze o next :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chcemy tutaj widziec jeszcze przynajmniej 4 komentarze, a jak beda to rozdzial dodamy jeszcze dzis :D

      Usuń
  13. Super czekam na next :D

    OdpowiedzUsuń
  14. Jeezuuu *0*
    To ff czytam od wczoraj wieczorem. Myślałam, że to nie będzie nic ciekawego. Ale z kolejnym rodziałem zmieniłam zdanie. Nie wierze jak można wymyślić coś aż tak genialnego *-* Błagam chce już kolejny rodz!!! :*

    OdpowiedzUsuń
  15. Jeju jeju dodajcie już :3

    OdpowiedzUsuń
  16. Haha siedziała tam tyle czasu i nie miała jeszcze okresu? :D haha xd Czekam na kolejny rodz :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na samym poczatku bylo, ze oni jej wszczepili implant antykoncepcyjny, wiec on jej zatrzymal okres xD
      hahahahah wiesz co... zagielas nas tym pytaniem :)

      Usuń
  17. O matko co tam się dzieje masakra. ..to wszytko wina zayna ! A wcześniej był taki miły i cudowny

    OdpowiedzUsuń
  18. Gdyby ona została postrzelona to może Zayn w końcu zrozumiałby jakim jest idiotą i zrobił coś ze sobą.
    Rozdział świetny już nie moge się doczekać kolejnego❤

    OdpowiedzUsuń
  19. OOO żeby sie tylko Kim nic nie stało :(

    OdpowiedzUsuń
  20. Bardzo dobrze napisany rozdział! :D

    OdpowiedzUsuń
  21. Do Zayn bedzie jeszcze zdolny? :o tak szybko i tak bardzo się zmienił że go nie poznaję! Spencera także alr wszyscy wiemy że to wina prochów i miał swoja zasługę właśnie Zayn. Jejo, w kogo strzeliło?! :o mam nadzieję że nie w Kim bo ona sobie na to nie zasłużyła!!! Spencer ogarnij się i spójrz co robisz!
    Świetny lecę dalej bo nie wyrobie :)))

    OdpowiedzUsuń
  22. Bardzo ciekawe fanfiction. Naprawde musze wam podziekowac bo nigdy nie czytalam czegos lepszego ❤❤❤❤❤

    OdpowiedzUsuń