piątek, 18 kwietnia 2014

Rozdział 2

Osiem dni później
Kimberly
-Genialna Robota!- zachwyciła się Phoebe nad naszym wreszcie skończonym projektem nowego parku obok szkoły. Każdy dostał coś do zaprojektowania, a pracę musi wykonać do końca roku szkolnego. Jestem w trzeciej klasie liceum o profilu przyrodniczym, to znaczy, rysownictwo, projektowanie, chciałabym zostać architektem niezmiernie mnie to kręci. Razem z czwórką znajomych zabraliśmy się za wykonywanie pracy dwa miesiące temu, zbieraliśmy informacje, pomysły i udało nam się stworzyć według nas, coś naprawdę godnego uwagi.Nie powiedziane jest, że komisja naszej szkoły roześle ten projekt dalej, ale dla nas byłaby to ogromna szansa, ogromy start. Lepsze dostanie się na studia. Moim marzeniem jest, żeby nasz projekt został wyróżniony jako najlepszy. Jak zwykle siedzieliśmy w szkole aż do zamknięcia placówki przez pana z ochrony, czyli do godziny dwudziestej. Jest kwiecień, więc za oknem zapadł zmrok. Pożegnałam się z przyjaciółmi i ruszyłam w stronę domu. Kilkadziesiąt metrów dalej zobaczyłam pełno mrugających świateł z policyjnych radiowozów i karetek pogotowia. Przybliżyłam się. Droga była zamknięta przez potężny wypadek. To oznaczało jedynie tyle, że zostałam zmuszona aby skręcić w tą boczną ciemną alejkę i tamtędy dostać się do głównej drogi, a następnie do domu. Mogłabym wprawdzie zadzwonić po kogoś, ale wiedziałam, że droga powrotna zajmie mi około dziesięciu może dwunastu minut. Przyglądałam się chwile miejscu zdarzenia, ale szybko mi się odechciało widząc tak bardzo skasowane samochody i pełno szkła. Potarłam rękami o swoją czerwoną marynarkę od mundurku szkolnego i skręciłam w prawo. Było ciemno i z każdym krokiem oddalając się od miejsca zdarzenia, hałas się oddalał, a raczej to ja oddalałam się od hałasu. Szłam jakieś dobre pięć minut i wiedziałam, że za kolejne pięć ta koszmarna uliczka się kończy. Tata mówił mi żebym tędy nie chodziła, żebym wybrała dłuższą drogę jeżeli zajdzie taka potrzeba, ale ja już od godziny siódmej rano nie byłam w domu, chciałam znaleźć się tam jak najszybciej. Pewnie byłam zbyt przewrażliwiona i oglądane kryminały wpłynęły na mój umysł, ale zdawało mi się jakby od jakiegoś czasu ktoś szedł za mną. Bałam się odwrócić, co było oczywiste. Bałam się tego co jest za mną. Może to pies, albo jakiś pan który zmęczony wraca po pracy? Wtem kroki osoby za mną stały się szybsze, więc ja też przyśpieszyłam, ale nie biegłam, nie chciałam, żeby ten ktoś wyczuł mój strach. Telefon zaczął wibrować w mojej torbie. Pośpiesznie go wyciągnęłam i przystanęłam żeby odebrać. Dzwoniła pani Jones, nasza pomoc domowa. Ręce mi się trzęsły. Nie zdążyłam przejechać zieloną słuchawką po ekranie, bo poczułam jak ktoś odbiera mi urządzenie, miał na sobie rękawiczki. Dobra, telefon niech bierze, ale niech mnie zostawi w spokoju. Stanęłam jak wryta i przełknęłam ślinę. Na swojej szyi poczułam ciepły strumień powietrza. Ktoś dmuchnął nim w moją skórę.
-Proszę, proszę Kimberly Walker, córeczka tatusia i siostrzyczka Ray'a sama na tej starszej ulicy- jakiś niski chłodny głos wypowiedział to zdanie, a mnie przeszły ciarki. Boję się samego głosu, więc kto kryje się za mną?
-Czego chcesz?- warknęłam sama siebie dziwiąc, że było mnie na to stać.
-Jednak nie jesteś niemową złotko, ale nie dobrze, że się unosisz bardzo niedobrze-dla mnie brzmiało to jak groźba, wiedziałam, że ten ktoś nie odpuści mi tak łatwo, czegoś ode mnie będzie chciał. Mój telefon w jego dłoni znów zaczął brzęczeć.
-Wkurwiające to twoje urządzenie- warknął po czym usłyszałam trzask. Mój telefon zderzył się z jakimś betonem kilkanaście metrów dalej, wydaje mi się że to słup telegraficzny.
-Nie odwrócisz się złotko?- zapytał znów do mojego ucha. Poczułam dotyk na moim pośladku, tak strasznie się bałam, ale nie mogłam przecież stać bezczynnie.
-Pozwól mi odejść- powiedziałam spokojnie, a ten ktoś zaśmiał się tak jak w horrorach. Nie odwróciłam się, dalej stałam tyłem do niego. Nie widząc go czułam się choć trochę spokojniej.
-Chyba śnisz, nie po to obserwowałem cie ostatni tydzień i czekałem na taką okazje, żeby pozwolić ci odejść.
Cholera. Może i parę razy widziałam w pobliżu kogoś podejrzanego, ale nie miałam pojęcia, że ktoś może mnie śledzić, a w dodatku po co? Zacisnęłam rękę w pięść i zamachnęłam się do tyłu tak, żeby moim łokciem uderzyć tego mężczyznę w brzuch. Spudłowałam. Poczułam ogromny ból na moich rękach, ten ktoś tak strasznie mocno mnie ścisnął, a potem pociągnął za włosy.
-Pożałujesz tego złotko- warknął. Niech on przestanie do mnie mówić złotko!
-Puszczaj!- krzyknęłam. Akurat tu w tym miejscu, nie było domów, może jeden już dawno opuszczony.
-POOOOOMOOOCYYYYYYY!- zaczęłam krzyczeć dalej i szarpać się.
-Zamknij się kurwa!- wzmocnił uścisk wokół moich nadgarstków jeszcze bardziej, a ja myślałam, że to było najmocniej jak się dało. Po moich policzkach popłynęły pierwsze łzy.
-Czego chcesz!? Zostaw mnie!- starałam się wyrwać, ale to działało na moją niekorzyść, ponieważ kiedy się szarpałam ból był mocniejszy. Może zabrzmię jak wariatka, ale ten mężczyzna za mną diabelsko ładnie pachniał, ale przecież nie mogłam o tym myśleć, on robi mi krzywdę! Ignorując ból zaczęłam się wyrywać i wierzgać nogami.
-Z tobą będzie lepsza zabawa niż się spodziewaliśmy- zaśmiał się gardłowo i zanim się zorientowałam przy nosie i ustach miałam przystawioną jakąś chusteczkę, widziałam to na filmach po tym człowiek zapada w sen...
***
Powoli otwierałam swoje ciężkie powieki, chciałam coś powiedzieć, ale nie mogłam. Na ustach miałam taśmę. Czułam wstrząsy to znaczyło, że jestem w samochodzie, a konkretnie w bagażniku bo było bardzo mało miejsca. Ruszyłam palcami, ręce miałam związane za plecami. Nogi były wolne, ale i tak nie mogłam nimi ruszać. Byłam skulona i było mi duszno. Co teraz będzie? Co się ze mną stanie? Gdzie mnie wiozą? Co na to rodzicie? Kiedy zorientują się, że mnie nie ma? A może już się zorientowali? Boże proszę pomóż mi, nie każ mi cierpieć! Mówiłam w duchu. Tak bardzo bałam się tego co mnie czeka, tak bardzo bałam się człowieka, który mnie porwał. Nie widziałam jego twarzy, ale jestem pewna, że jest pełna blizn, krzywe żółte zęby i krzywy nos. Przypomniałam sobie, że poczułam lekki zarost kiedy szepnął mi do ucha. Może i ten człowiek ładnie pachniał, ale z pewnością nie będzie ładnie wyglądał. Zazwyczaj tacy są porywacze. Okropni na twarzach. Głowa mnie bolała, czułam się tak jakbym dostała piłką lekarską. Nawet mruganie sprawiało mi swego rodzaju ból. Przymknęłam powieki bo w bagażniku i tak panowała ciemność. Po chwili znów czułam jak odpływam w sen.
***
-Szefie wreszcie ją mamy- powiedział jakiś głos. Nie otwierałam jeszcze oczu, bałam się. Chciałam żeby myśleli, że śpię. Zorientowałam się iż siedzę na krześle. Nogi miałam związane tak samo jak ręce.
-Jesteście tacy durni, nie mogliście jej złapać musiałem zrobić to sam. Wystarczyło czekać na odpowiedni moment i poszło jak z płatka- warknął głos, który już dobrze znałam.
-Wiemy szefie, ale to ty jesteś najlepszy. Ciekawe co jej braciszek na to powie kiedy dostanie wiadomość, że ją mamy- zaśmiał się ten głos, którego nie znałam. Kurwa... Ray, co on zrobi? Już za nim tęsknie. Ray to mój starszy brat. Kilka miesięcy temu wpadł w narkotykowy nałóg, kiedy ojciec się o tym dowiedział nie pomógł mu, nie spłacił jego długów tylko wyrzucił go z domu. Byłam na niego taka wściekła. Człowiekowi trzeba pomóc wstać gdy się przewróci, a nie jeszcze mu dokopać. ALE MÓJ ojciec to jebany rządziciel, wszystko musi być tak jak on chce. Nie przejmuje się tym, że czasem wyrządza ludziom krzywdę. Tylu niewinnych już straciło prace przez jego widzimisię. Kocham go bo to mój ojciec, ale nienawidzę jego charakteru. A matka? Matka się go boi, woli zgadzać się z nim w każdym aspekcie. Nigdy mu się nie przeciwstawia, on podejmuje decyzje. To zupełnie odwrotnie niż ja. Ja zawsze się mu sprzeciwiałam, nie chciałam być posłuszna i podporządkować się jego rozkazom. Chciał, żebym została adwokatem, nigdy nie pociągało mnie prawo ani historia, wolałam krajobrazy, przyrodę, naturę i mimo wszystko sama wybrałam szkołę. Teraz? Co oni teraz robią wiedząc, że mnie nie ma? Nawet nie mogą namierzyć mojego telefonu, został przecież rozbity.
-Ray się o niej nie dowie. Na razie nikt się nie dowie, że ją mamy- odpowiedział mu. Co? Czyli nie chodzi o okup?
-Musimy czekać aż się obudzi, a wtedy czeka ją niezłe piekło- zachichotał ten nieznajomy głos. Przez moje ciało przeszły okropne dreszcze. C Z E K A M N I E P I E K Ł O... Jak mam to rozumieć? Spalą mnie żywcem?

12 komentarzy:

  1. Cudo !!! Już to kocham !!!!!!! <333 Mari xx

    OdpowiedzUsuń
  2. no ok akcja nastąpiła ciekawe co dalej :)

    OdpowiedzUsuń
  3. <3
    Next next next

    Kelly

    OdpowiedzUsuń
  4. W S P A N I A Ł Y!!!!!! *_* Idealny , zajebisty!! Po prostu nie ma takiego słowa żeby yo opisać ;*** / Blankaa ♡♥♡

    OdpowiedzUsuń
  5. Ale miałam dreszczyk! Nis wierze! PIEKŁO?! Już się strasznie bojee....
    Kim, trzymaj się tam! (:D)
    Rozdział jak na geniusza przystało! Mua! Kocham Cię! ;*
    WENYY WENY WENY WENY! <3

    OdpowiedzUsuń
  6. hahahaha spalą ją żywcem huhuhu w tedy zabawy by nie było :P

    OdpowiedzUsuń